Projekt i nadzór czy pełne wykonanie. Kiedy co się opłaca
Większość firm od automatyki ma jedną odpowiedź: robię wszystko albo nic. U mnie to działa inaczej, bo klienci przychodzą w bardzo różnych momentach i z bardzo różnym bagażem.
Projekt instalacji smart home i jej wykonanie można u mnie rozdzielić na trzy sposoby. Każdy z nich naprawdę się wydarzył.
Model 1: robię wszystko
Projekt, instalacja, montaż, szafa, konfiguracja i serwis. Jeden wykonawca, jedna odpowiedzialność, jeden telefon, gdy coś nie działa.
Ma sens, gdy nie masz swojej ekipy elektrycznej albo gdy zależy Ci, żeby nie zajmować się koordynacją. Tak zrobiłem dom z rynku deweloperskiego w Gdańsku i dom w Baninie.
Minus jest jeden: jest to najdroższy wariant, bo płacisz też za robociznę elektryczną.
Model 2: twoja ekipa kładzie, ja projektuję i nadzoruję
Masz elektryka, z którym pracujesz, ufasz mu i nie chcesz go zmieniać. Rozumiem to, bo dobry elektryk jest wart więcej niż dobra cena.
Wtedy robię projekt instalacji, czyli rozpisuję, co i gdzie ma być poprowadzone, jakie przekroje, ile obwodów, gdzie puszki. Twój elektryk to kładzie. Ja wracam, robię szafę i konfigurację, i pilnuję po drodze, żeby nie było niespodzianek.
Tak było w domu w Gdyni, gdzie prowadziłem projekt i nadzór nad ekipą klienta. I w hali magazynowej w Rumi, gdzie prace elektryczne wykonała ekipa inwestora według mojego projektu, a na mnie była automatyka, sieć, kamery i kontrola dostępu.
Ten model jest tańszy dla inwestora i uczciwie: dla mnie też wygodny, bo skupiam się na tym, co umiem najlepiej.
Model 3: projekt, szafa i konfiguracja, reszta po stronie inwestora
Wersja dla tych, którzy mają zaplecze. Zdarzyło się w domu pod Redą: inwestor sam ogarnął elektrykę, sieć zrobił jego informatyk, a ja dostarczyłem projekt, prefabrykowaną szafę i konfigurację systemu.
Działa, gdy po drugiej stronie jest ktoś ogarnięty. Nie działa, gdy „ogarnięty” okazuje się szwagrem, który kiedyś podłączał kontakt.
Czego nie robię
Nie wchodzę w instalację, którą ktoś położył bez projektu, licząc, że automatykę dołoży się później. To znaczy: czasem wchodzę, ale wtedy zaczyna się od inwentaryzacji i od uczciwego zdania, czego już nie da się zrobić bez kucia.
To nie jest złośliwość wobec elektryków. Instalacja pod automatykę wygląda inaczej od zwykłej, bo każdy obwód wraca do rozdzielnicy. Elektryk, który o tym nie wiedział, nie zrobił nic źle. Po prostu zrobił zwykłą instalację.
Co dostajesz w każdym wariancie
Niezależnie od modelu zostaje po mnie to samo: opisana szafa i projekt. Kable wchodzące do rozdzielnicy podpisane, obwody rozrysowane. Po pięciu latach ktokolwiek to otworzy, zobaczy, co skąd przychodzi.
Brzmi banalnie. Zobacz kilka rozdzielnic w domach, które zmieniały wykonawcę, i przestanie brzmieć banalnie.
Od czego zacząć
Od rozmowy o etapie. Jeśli jesteś przed elektryką, wszystkie trzy modele stoją otworem. Jeśli po tynkach, zostaje rozmowa o tym, co da się jeszcze zrobić i ile to realnie kosztuje.
